Fraud Blocker SEO mbridge Alert (sierpień 2026): nowości w branży | mbridge

#022 SEO mbridge Alert: sierpień 2026

Sierpień w SEO upłynął pod znakiem dalszego przenikania się klasycznego wyszukiwania i AI. Google zakończyło kolejną aktualizację systemów antyspamowych, po której część specjalistów odnotowała spadki widoczności serwisów opartych na masowo generowanych treściach. Jednocześnie firma przekonuje, że pojawienie się AI Overviews i AI Mode nie wymaga budowania SEO od nowa – dotychczasowe fundamenty pozostają podstawą widoczności również w generatywnych wynikach. Przyglądamy się też sporowi Google’a z wydawcami o zasady wykorzystywania ich treści w odpowiedziach AI oraz zaskakującym danym pokazującym, że domeny .org częściej niż .com generują przychody z e-commerce.

Koniec spamu? Walka trwa.

W sierpniu 2026 roku branża SEO zmagała się przede wszystkim z masowym wdrażaniem aktualizacji przeciwko spamowi (Google Spam Update), która drastycznie obniżyła widoczność stron opartych na generowanej przez AI treści o niskiej jakości. Poważnym wyzwaniem stała się także dynamiczna ewolucja wyszukiwarek opartych na sztucznej inteligencji (GEO) oraz kontrowersje wokół uczciwości wykorzystywania autorskich artykułów w panelach AI Overviews. Aby dostosować się do tych zmian i zabezpieczyć pozycję witryny, warto zrezygnować z automatyzacji tworzenia masowych treści AI na rzecz eksperckich, autorskich artykułów.

Wojciech Bębenek
SEO Expert w mbridge

Google zakończyło sierpniowy Spam Update. Czy na celowniku znalazły się masowo generowane treści AI?

Google zakończyło wdrażanie sierpniowej aktualizacji systemów antyspamowych. Spam Update rozpoczął się 18 sierpnia i zakończył 21 sierpnia, po 2 dniach i 16 godzinach. Zmiany objęły wyniki wyszukiwania na całym świecie i we wszystkich językach. Była to trzecia tego typu aktualizacja Google’a w 2026 roku, po update’ach z marca i czerwca.

Gigant technologiczny nie ogłosił przy okazji nowych zasad dotyczących spamu ani nie wskazał konkretnych praktyk, które miały być głównym celem aktualizacji. Po zakończeniu wdrożenia w branży SEO zaczęły jednak pojawiać się obserwacje sugerujące, że część zmian mogła dotyczyć serwisów masowo publikujących treści generowane przez AI przede wszystkim z myślą o zdobywaniu pozycji w wyszukiwarce.

Czy sierpniowy Spam Update był wymierzony w treści AI?

Nie ma na to oficjalnego potwierdzenia. Google nie poinformowało, że aktualizacja była skierowana konkretnie przeciwko treściom tworzonym przez sztuczną inteligencję. Same materiały wygenerowane przy użyciu AI również nie są automatycznie traktowane jako spam.

Po aktualizacji część specjalistów SEO zauważyła jednak spadki widoczności stron, które opierały rozwój na masowej produkcji contentu z wykorzystaniem AI. Obserwacje te dotyczą przede wszystkim treści tworzonych na dużą skalę w celu zdobywania pozycji na kolejne słowa kluczowe. Autorzy tych analiz zastrzegają przy tym, że opierają się na ograniczonej liczbie przypadków, dlatego nie można na ich podstawie przesądzić, jakie dokładnie mechanizmy odpowiadały za zmiany pozycji.

Google rozwija systemy wykrywające skalowany spam

Dodatkowym kontekstem dla tych obserwacji jest opublikowany przez Google’a system Scalable Cluster Termination System (S-CTS), zaprojektowany do wykrywania całych grup powiązanych ze sobą stron generujących spam na dużą skalę.

Nie ma jednak dowodów, że właśnie ten system został wykorzystany podczas sierpniowego Spam Update. Jego istnienie pokazuje natomiast, że Google rozwija rozwiązania pozwalające identyfikować skalowane działania spamowe, również takie, w których do masowej produkcji treści wykorzystywana jest sztuczna inteligencja.

Problemem nie jest AI, tylko sposób wykorzystania automatyzacji

Sama technologia wykorzystana do przygotowania tekstu nie przesądza o tym, czy Google uzna go za spam. Istotniejszy jest cel i sposób tworzenia treści. Zgodnie z polityką Google’a problemem jest m.in. publikowanie dużej liczby materiałów przede wszystkim po to, aby manipulować rankingami, niezależnie od tego, czy zostały stworzone przez człowieka, AI czy z wykorzystaniem obu tych metod.

Ryzyko może więc dotyczyć przede wszystkim serwisów, w których treści:

  • powstają masowo według podobnego schematu,
  • są tworzone głównie z myślą o zdobywaniu pozycji na kolejne frazy,
  • powtarzają informacje dostępne już w innych źródłach,
  • nie wnoszą własnej wiedzy, doświadczenia ani dodatkowej wartości,
  • trafiają do publikacji bez odpowiedniej kontroli jakości.

AI może przyspieszać pracę nad contentem, ale wykorzystanie automatyzacji przede wszystkim do zwiększania liczby indeksowanych stron może zbliżać serwis do praktyk, które Google klasyfikuje jako scaled content abuse.

Dlaczego Google nadal ogłasza Spam Updates?

Choć Google regularnie ogłasza kolejne aktualizacje antyspamowe, nie oznacza to, że pomiędzy nimi systemy przestają zwalczać spam. John Mueller wyjaśnił, że wiele mechanizmów wyszukiwarki działa i aktualizuje się stale, w większości automatycznie.

Osobne Spam Updates są ogłaszane wtedy, gdy Google wprowadza większe lub bardziej rozległe zmiany w swoich systemach. Komunikaty mają przede wszystkim dać właścicielom stron kontekst: jeżeli w tym samym czasie zauważą wyraźne zmiany widoczności lub ruchu, mogą uwzględnić aktualizację algorytmu jako jeden z możliwych powodów.

Nie oznacza to jednak, że każda zmiana w systemach Google’a jest publicznie komunikowana. Mueller przyznał, że firma stara się znaleźć równowagę między transparentnością a wywoływaniem niepotrzebnych obaw wokół zmian, które dla większości witryn mogą nie mieć większego znaczenia.

Czy zmiany pozycji przed komunikatem oznaczają wcześniejsze wdrożenie?

Specjaliści SEO często obserwują wahania pozycji jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem aktualizacji, co może sugerować, że Google zaczyna wdrażać zmiany wcześniej. John Mueller zaprzeczył jednak takiemu scenariuszowi. Według niego aktualizacje nie są uruchamiane kilka dni przed komunikatem, a firma stara się publikować informację możliwie blisko momentu faktycznego rozpoczęcia wdrożenia.

Idealne zsynchronizowanie obu momentów nie zawsze jest możliwe, m.in. ze względu na różnice stref czasowych. Jednocześnie same wahania pozycji nie muszą oznaczać trwającej aktualizacji algorytmu. Wyniki wyszukiwania zmieniają się stale wraz z internetem – pojawiają się nowe treści, zmienia się popularność tematów i zachowanie użytkowników. Dlatego wcześniejsza zmienność nie jest dowodem na ciche wdrażanie update’u przed jego oficjalnym ogłoszeniem.

Co sprawdzić po zakończeniu aktualizacji?

Ponieważ rollout już się zakończył, dane z okresu po 21 sierpnia dają lepszą podstawę do oceny wpływu aktualizacji niż wyniki obserwowane podczas jej wdrażania. Punktem odniesienia mogą być tygodnie poprzedzające 18 sierpnia.

W Google Search Console warto zwrócić uwagę przede wszystkim na:

  • nagłe zmiany liczby kliknięć i wyświetleń,
  • spadki średnich pozycji,
  • sekcje serwisu, które straciły widoczność mocniej niż pozostałe,
  • grupy podstron tworzone według podobnego schematu,
  • treści publikowane na dużą skalę przy wykorzystaniu automatyzacji.

Sam spadek widoczności w czasie aktualizacji nie oznacza jednak, że jego przyczyną było wykorzystanie AI. Znacznie więcej może powiedzieć analiza tego, które typy treści straciły widoczność i co je ze sobą łączy.

Co to oznacza dla SEO i content marketingu?

Sierpniowy Spam Update jest kolejnym sygnałem, że skala publikacji nie może zastępować jakości i rzeczywistej wartości treści. Obserwacje po aktualizacji nie pozwalają stwierdzić, że Google zaczęło karać content generowany przez AI jako taki. Wskazują jednak na ryzyko związane z wykorzystywaniem sztucznej inteligencji do masowej produkcji materiałów tworzonych przede wszystkim pod wyszukiwarkę.

Dla firm korzystających z AI oznacza to potrzebę kontrolowania nie tylko jakości pojedynczych tekstów, ale również całej strategii publikacji. Automatyzacja może zwiększać efektywność pracy nad contentem, ale nie powinna zastępować eksperckiego wkładu, weryfikacji informacji i odpowiedzi na rzeczywistą potrzebę użytkownika.

Sędzia w sporze Penske z Google kwestionuje model działania AI Overviews

Spór między wydawcami a Google’em o AI Overviews trafił na kolejny etap. Podczas rozprawy dotyczącej pozwu antymonopolowego Penske Media sędzia Amit Mehta zwrócił uwagę na nierówną pozycję wydawców, których treści są wykorzystywane przez Google’a do tworzenia odpowiedzi generowanych przez AI. Sytuację określił jako „naprawdę niesprawiedliwą” i zakwestionował argument giganta z Mountain View, że AI Overviews należy traktować po prostu jako rozwój dotychczasowego produktu.

Penske zarzuca koncernowi, że dominująca pozycja firmy na rynku wyszukiwania pozwala jej wykorzystywać treści wydawców na warunkach, których ci w praktyce nie mogą swobodnie odrzucić. Sprawa dotyczy więc nie tylko samego AI Overviews, ale szerszego pytania o relację między wyszukiwarką a źródłami, na których opierają się generowane przez nią odpowiedzi.

Wydawcy mogą powiedzieć „nie”, ale jest w tym haczyk

Google argumentuje, że wydawcy mają możliwość zablokowania wykorzystywania swoich treści, w tym wyłączenia ich z AI Overviews i AI Mode. Problem polega na tym, że rezygnacja z obecności w tych funkcjach oznacza jednocześnie rezygnację z potencjalnego ruchu, jaki mogą one kierować do serwisu.

To właśnie ta zależność znalazła się w centrum dyskusji. Wydawcy przez lata udostępniali Google’owi możliwość crawlowania treści w zamian za ruch z wyszukiwarki. Rozwój generatywnych odpowiedzi zmienia ten układ: Google może wykorzystać informacje ze stron do udzielenia odpowiedzi bezpośrednio w wynikach, ograniczając potrzebę przejścia użytkownika do źródłowej witryny.

Sędzia zwrócił uwagę, że wydawcy mają ograniczoną kontrolę nad sposobem wykorzystania ich treści, a rozwój produktu nie wyłącza Google’a spod kontroli prawa antymonopolowego.

Google korzysta z treści inaczej niż część konkurentów

Podczas rozprawy pojawił się również argument dotyczący rozwijającego się rynku licencjonowania treści na potrzeby generatywnej AI. Penske wskazywało, że firmy takie jak OpenAI czy Perplexity zawierają z wydawcami odpłatne umowy dotyczące wykorzystywania ich materiałów.

Zdaniem wydawcy Google znajduje się w innej sytuacji, ponieważ dzięki swojej pozycji w wyszukiwaniu ma już dostęp do ogromnej części treści publikowanych w internecie. Pytanie, które bada sąd, dotyczy więc tego, czy pozycja Google w Search daje firmie przewagę również na rynku rozwijających się produktów AI.

Czy sąd uzna model Google’a za niezgodny z prawem?

Na tym etapie nie ma takiego rozstrzygnięcia. Rozprawa dotyczyła wniosku Google’a o oddalenie pozwu Penske, a sędzia nie podjął jeszcze decyzji. Jego pytania i komentarze wskazują jednak, że argumentacja wydawcy jest traktowana poważnie.

Ma to dodatkowe znaczenie, ponieważ Amit Mehta jest tym samym sędzią, który wcześniej uznał, że Google posiada nielegalny monopol na rynku wyszukiwania. W obecnej sprawie jednym z kluczowych pytań jest właśnie to, czy ta pozycja umożliwia firmie narzucanie wydawcom niekorzystnych warunków wykorzystywania ich treści w produktach AI.

Co to oznacza dla SEO i wydawców?

Sprawa Penske vs Google pokazuje, że rozwój AI Search zaczyna zmieniać nie tylko sposób optymalizacji treści, ale również fundamentalną relację między wyszukiwarką a właścicielami stron.

Przez lata model był stosunkowo prosty: Google indeksowało treści, a w zamian kierowało użytkowników do witryn. AI Overviews coraz częściej pozwala uzyskać odpowiedź bez opuszczania wyników wyszukiwania. Dla wydawców oznacza to konieczność patrzenia na widoczność szerzej niż tylko przez pozycje i klasyczny ruch organiczny.

Na razie sprawa nie zmienia zasad działania AI Overviews ani nie nakłada na firmę nowych obowiązków. Jeżeli jednak sąd dopuści argumentację Penske do dalszego postępowania, może to stać się ważnym precedensem w dyskusji o tym, na jakich zasadach wyszukiwarki mogą wykorzystywać treści wydawców do budowania generatywnych odpowiedzi.

Google: AI Search nie wymaga osobnej optymalizacji poza SEO

Czy wraz z rozwojem AI Overviews i AI Mode firmy powinny wydzielać osobny budżet na Generative Engine Optimization (GEO)? John Mueller z Google’a odniósł się do tego pytania, wskazując, że z perspektywy wyszukiwarki nie ma specjalnych działań, które należałoby wykonywać wyłącznie po to, aby pojawiać się w generatywnych odpowiedziach.

Dyskusję wywołało pytanie o branże, w których GEO może jeszcze nie mieć większego znaczenia, np. sektory, gdzie Google nadal odpowiada za większość procesu wyszukiwania informacji. Mueller nie wskazał jednak konkretnych kategorii. Zamiast tego stwierdził, że dla generatywnych odpowiedzi w Google’u nie trzeba stosować osobnego zestawu praktyk wykraczających poza SEO.

AI Overviews i AI Mode korzystają z indeksu Google’a. Przy generowaniu odpowiedzi system może sięgać nie tylko po wyniki odpowiadające bezpośrednio zapytaniu użytkownika, ale również wykonywać tzw. query fan-out, czyli dodatkowe wyszukiwania dotyczące powiązanych aspektów tematu (tutaj skorzystacie z darmowego, autorskiego narzędzia mbridge, Query Fan Out Extractor, które weryfikuje jak myśli Google AI Mode oraz jakie treści analizuje, odpowiadając na pytania użytkowników).

Oznacza to, że techniczne fundamenty SEO nadal pozostają istotne. Strona musi być dostępna dla Googlebota, możliwa do zaindeksowania, a jej treść powinna być zrozumiała i odpowiadać na potrzeby użytkowników. Nie pojawia się natomiast osobna techniczna lista wymagań, którą właściciel witryny musiałby wdrożyć wyłącznie na potrzeby AI Overviews czy AI Mode.

Czy to oznacza, że GEO nie ma znaczenia?

Wypowiedź Muellera dotyczyła wyłącznie ekosystemu Google’a. Nie można więc na jej podstawie stwierdzić, że optymalizacja widoczności w innych narzędziach AI nie wymaga dodatkowych działań.

ChatGPT, Perplexity i inne systemy mogą w odmienny sposób wyszukiwać, pobierać i wybierać źródła. Podstawowe zasady związane z jakością i dostępnością treści mogą być podobne, ale mechanizmy odpowiadające za jej odnalezienie, cytowanie czy rekomendowanie nie muszą działać tak samo jak w Google’u.

SEO czy GEO – gdzie inwestować budżet?

Stanowisko Google sugeruje, że firmy nie muszą budować osobnego zestawu działań technicznych tylko po to, aby pojawiać się w AI Overviews i AI Mode. Dobre SEO pozostaje fundamentem widoczności również w generatywnych wynikach Google’a.

Nie oznacza to jednak, że zmiany w sposobie wyszukiwania można ignorować. Warto obserwować, w jaki sposób treści marki pojawiają się w odpowiedziach AI, jakie źródła są cytowane i czy widoczność przekłada się na ruch lub inne efekty biznesowe. Coraz większego znaczenia może nabierać więc nie tworzenie osobnej „optymalizacji pod GEO”, lecz rozszerzenie sposobu mierzenia efektów SEO.

Co to oznacza dla SEO?

Rozwój AI Search nie oznacza konieczności porzucenia dotychczasowych fundamentów SEO. W przypadku Google’a nadal kluczowe pozostają dostępność techniczna witryny, indeksacja oraz tworzenie wartościowych treści odpowiadających na potrzeby użytkowników.

Jednocześnie SEO i widoczność w AI nie powinny być traktowane jako dwa całkowicie niezależne obszary. W Google opierają się na wspólnej bazie, choć sposób prezentowania i mierzenia widoczności się zmienia. Osobnego podejścia mogą natomiast wymagać inne systemy generatywne, które nie korzystają z informacji dokładnie w taki sam sposób jak Google.

Jak myślą LLM-y
i jakie tworzyć treści,
aby były przez nie cytowane?

Sprawdź, jakich informacji brakuje
na Twojej stronie, by stać się liderem w wynikach generatywnych.

Dla właścicieli i managerów
e-commerce
Dla dyrektorów marketingu
i biznesów B2B
Dla zespołów Content i SEO

Domeny .org częściej generują przychody z e-commerce niż .com. Ale nie chodzi tylko o końcówkę

Nowa analiza danych dotyczących domen pokazuje zaskakującą zależność między rozszerzeniem adresu a obecnością przychodów z e-commerce. Witryny działające w domenie .org miały o 34 proc. większe prawdopodobieństwo generowania przychodów z handlu elektronicznego niż strony korzystające z .com.

Wynik może wydawać się nieintuicyjny, ponieważ .com pozostaje najbardziej rozpoznawalnym rozszerzeniem wykorzystywanym przez firmy komercyjne. Nie oznacza jednak, że samo przejście na .org zwiększy sprzedaż ani że rozszerzenie domeny jest bezpośrednią przyczyną obserwowanej różnicy.

Alternatywne domeny nie muszą oznaczać słabszego biznesu

Dane podważają przede wszystkim założenie, że mniej typowe rozszerzenie domeny automatycznie oznacza mniejszy potencjał komercyjny witryny. .org kojarzone jest przede wszystkim z organizacjami non-profit, ale w praktyce korzystają z niego również serwisy prowadzące działalność sprzedażową.

Wyniki pokazują więc, że obecność e-commerce nie jest zarezerwowana dla najbardziej oczywistych domen komercyjnych. Samo rozszerzenie mówi też coraz mniej o modelu biznesowym działającego pod nim serwisu.

Czy .org zwiększa zaufanie użytkowników?

Na podstawie tych danych nie można wyciągnąć takiego wniosku. Analiza pokazuje zależność między rodzajem domeny a prawdopodobieństwem generowania przychodów, ale nie wskazuje jej przyczyny.

Na wynik mogą wpływać inne cechy witryn korzystających z poszczególnych rozszerzeń – ich profil, rozpoznawalność, grupa odbiorców, sposób monetyzacji czy charakter oferowanych produktów i usług. Nie ma więc podstaw, aby uznać, że użytkownicy chętniej kupują właśnie dlatego, że widzą końcówkę .org.

Czy rozszerzenie domeny wpływa na SEO?

Samo wykorzystanie alternatywnego rozszerzenia domeny nie daje przewagi rankingowej nad .com. Z perspektywy SEO znacznie ważniejsze pozostają jakość i użyteczność witryny, jej autorytet, treści, linki oraz techniczna dostępność dla wyszukiwarki.

Dane mogą być natomiast argumentem przeciwko przekonaniu, że biznes działający poza .com znajduje się automatycznie na gorszej pozycji. Nietypowe rozszerzenie nie wyklucza zbudowania serwisu, który skutecznie zdobywa widoczność i generuje przychody.

Co to oznacza dla SEO i e-commerce?

Wybór domeny powinien wynikać przede wszystkim z marki, rynku, dostępności odpowiedniego adresu i modelu biznesowego, a nie z oczekiwania, że konkretne rozszerzenie samo poprawi wyniki sprzedaży lub widoczność organiczną.

Analiza pokazuje jednak, że alternatywnych TLD nie warto automatycznie traktować jako mniej wartościowych. .com pozostaje najbardziej oczywistym wyborem dla wielu biznesów, ale sukces serwisu nie zależy od samej końcówki adresu. Znacznie ważniejsze jest to, co marka zbuduje pod wybraną domeną.

Autor tekstu

Specjalizuje się w opracowywaniu i wdrażaniu działań SEO dla naszych Klientów ecommerce. Swoje 10 letnie doświadczenie z branża wykorzystuje ciągle poszukując nowych strategii i rozwiązań, aby dostarczać jak najlepsze wyniki i pozycje. Oprócz SEO interesuje się podróżami, sczególnie tymi dalekimi, a aby dbać o kondycję fizyczną, często wolny czas spędza na bieganiu!

Wojciech Bębenek

SEO Expert

Give us just 20 more seconds!

We have a quick favor to ask. Answer 3 quick questions that will help us out a ton.

Dziękujemy za przesłanie formularza kontaktowego.

Poświęć nam jeszcze 20 sekund!

Zanim przejdziemy do konkretów, mamy do Ciebie krótką prośbę. Odpowiedz na 3 szybkie pytania, które bardzo nam pomogą.